Mont Blanc

12-18 sierpień 2000 r.- relacja Marka Syca

W sobotę niecierpliwie czekałem na przyjazd znajomych z którymi miałem wyruszyć w podróż do stóp Białej Góry. Wyruszyliśmy po 14-tej. O 19-tej przekroczyliśmy granicę w Zgorzelcu. Minęliśmy Drezno , Chemnitz , Norymbergę , Stuttgart i dotarliśmy do Szwajcarii przekraczając granicę w okolicach Bazylei po pierwszej w nocy. Nad ranem przekroczyliśmy granicę francuską i tuż za wysoką przełęczą jeszcze jakieś 20 km przed Chamonix na leśnym parkingu ułożyliśmy się do snu. Było to 1467 kilometrów od Sosnowca.

O wschodzie słońca zrobiłem trochę zdjęć , było już widać cel naszej wyprawy w kolorach budzącego się dnia. Potem przepakowaliśmy się i zjedliśmy śniadanko. Dojechaliśmy do Les Houches na wysokość 993 m n.p.m. . Tam zostawiliśmy samochód na niestrzeżonym parkingu i pojechaliśmy w górę kolejką na La Chalette - wysokość 1801 m (przejazd w obie strony kosztuje 70 franków). Niedaleko górnej stacji kolejki znajduje się stacja zębatej kolejki Tramway du Mont Blanc. Wybraliśmy przejażdżkę kolejką dwie stacje w górę do końcowego punktu jej trasy na wysokości 2372 m (podróż w tę i z powrotem 70 franków). Kolejka jeˇdzi dość często a podejście wzdłuż torów nie wydaje się zbyt urokliwe. Ze względu na wagę plecaków i namiotów wybór tych dwóch środków lokomocji wydaje mi się bardzo rozsądny.

Z Nid d''Aigle ruszyliśmy już w górę o własnych siłach około 15-tej. Droga do schronu Barraque Forestere des Rognes pnie się niezbyt stromo w górę do wysokości 2768 m . Dalej przez niewielkie wypłaszczenie dochodzimy do pierwszego stromego podejścia. Około 17:30 weszliśmy na lodowiec Tete Rousse docierając do schroniska o takiej nazwie na wysokość 3167 m . Tam wypiłem najdroższe w życiu piwo, małego Hainekena za 25 franków (15 zł) ! Przyszliśmy w samą porę bo za chwilę na zewnątrz rozszalała się burza. Padał deszcz i sypał mały grad a potem już tylko różne formy zamarzniętej wody.

W tym czasie Tomek z Angeliką uparli się rozbić namiot. Ja z Grześkiem zrobiłem to, gdy już przestało padać na dobre i była to raczej sucha decyzja. Namioty rozbiliśmy powyżej schroniska w miejscach w których zapewne ktoś już wiele razy wcześniej nocował. Było tam podłoże kamienne dookoła obsypane małym wałem z kamieni. Wodę do gotowania czerpaliśmy ze strumienia wypływającego z pod lodu nieopodal. Ale nie zdążyłem sobie przygotować kolacji bo niebo rozświetliło się feerią barw. Zbliżał się fantastyczny zachód słońca . Słowa ani nawet zdjęcia nie są w stanie w pełni oddać tego co widziałem teraz i w ciągu kolejnych dni. Tam po prostu trzeba pojechać . Okoliczne lodowce , Wielki Kuluar i ścianę Aiguille De Bionnasay zachodzące słońce pomalowało na różne odcienie czerwieni.

Raniutko wspiąłem się na pobliski wierzchołek nad północną częścią lodowca by podziwiać wschód słońca zza Aiguille du Midi. Góra ta przypomina niedostępny pałac Królowej Śniegu lub podobny z jakiejś innej bajki. Po śniadaniu założyliśmy raki i zaczęliśmy się wspinać Wielkim Kuluarem. Początkowo trawersuje się go w kierunku południowym, ale potem zaczyna się stroma wspinaczka prosto w górę do widocznego na górze schroniska. Główne trudności wiążą się z dużym nachyleniem stoku , przy dużym obciążeniu na plecach trzeba uważać by nie stracić równowagi. Wyżej wspinaczka jest ubezpieczona stalowymi linami. Około 11-12 robi się dość tłoczno, a to ze względu na osoby schodzące z góry.

Wczesnym popołudniem dotarliśmy do naszego drugiego obozu nad schroniskiem de l'Aig du Gouter na wysokość około 3817 m. Tu namioty rozbijaliśmy wprost na śniegu w wykopanych jamach w których nocowała już niejedna grupa zdobywców. Wodę do picia roztapialiśmy ze śniegu. Oczywiście niezbędne są w takich okolicznościach kuchenki gazowe aby sobie cokolwiek ugotować.

Po południu rozszalała się śnieżyca. Na szczęście na dwie godziny przed zachodem słońca rozchmurzyło się i postanowiłem wyruszyć na pobliski szczyt Aiguille du Gouter (3863 metry) na zachód słońca. Okazało się jednak , że niechcący poszedłem nieco wyżej i Aiguille okazał się Dome ... du Gouter (4303 metry ) i w taki oto sposób zdobyłem swój pierwszy czterotysięcznik. Stamtąd było już widać szczyt Mont Blanc w pełnej krasie. Pode mną były przepiękne cumulusy. Z biegiem czasu wszystko dookoła zaczęło przybierać odcienie zachodzącego słońca. Nigdy nie widziałem tak zachwycającej gry świateł. Oczywiście ostatnie promienie zachodzącego słońca były zielone. Schodząc odnalazłem dosyć jasną Wenus nad zachodnim horyzontem.

W nocy miałem trudności z zaśnięciem. Trochę też opuchły mi końcówki palców u rąk. Po za tym nie miałem żadnych problemów z wysokością. Rano wstałem obejrzeć wschód słońca. Powietrze było przejrzyste i zgodnie z oczekiwaniami pierwszy promień był niebieski. W ciągu dnia leniuchowaliśmy zbierając siły przed nocnym atakiem na szczyt. Oczywiście wieczorem podziwiałem jeszcze zachód słońca robiąc mnóstwo zdjęć.

Pobudka o północy. W górę wyruszam powolutku po pierwszej. Noc jest wyjątkowo ciepła. Księżyc bliski pełni świeci na bezchmurnym niebie. Nie potrzeba wcale używać latarek. Nad wschodnim horyzontem bardzo jasno świecił Jowisz i nieco na prawo od niego słabszy Saturn. Mijamy Dome du Gouter i około trzeciej docieramy do schroniska Vallot na 4362 m . Tam chwilę odpoczywamy.

O 4:15 rozpoczynamy wejście szczytowe. Nadal jest bezchmurnie i dość ciepło. Podchodzimy stokami Les Bosses. Na grani dopada nas niezbyt silny wiatr. Na niebie pojawiają się dosyć szybkie, jak to zwykle rano, jasne meteory. Nad wschodnim horyzontem pojawia się Mars. Nie wchodzę zbyt szybko aby nie wejść za wcześnie na szczyt, bo chcę wejść na wschód słońca, a czekając na górze zbyt zmarzłyby mi stopy. I tak mam trzy pary skarpet i worki foliowe założone w Vallocie.

W końcu osiągam najwyższy szczyt Alp o 6:20. 4807 metrów to całkiem niezły rezultat. Prawie dwa razy wyżej niż byłem do tej pory . Na szczycie niespodzianka , tłoczno jak na przystanku autobusowym.

Przeszedłem na wschodnią część szczytu, wykopałem sobie siedzonko w śniegu i czekam na wschód słońca. Oglądam miejsce wschodu przez lunetkę. Na zboczu odległej góry pojawiają się jakby kolorowe mgiełki. Nagle na przełęczy pojawił się błysk światła. Miał kolor szafirowy. W ciągu sekundy może półtorej zmienił kolor na niebieski potem na szmaragdowy dalej stał się zielony i w końcu żółty. Aż mnie cofnęło i coś chwyciło za serce. Czegoś tak pięknego jeszcze nigdy nie widziałem.

Po prawie godzinnym pobycie na szczycie zacząłem schodzić na dół. W namiocie zameldowałem się po niecałych dwóch godzinach. Postanowiliśmy tego dnia jeszcze nie schodzić tylko odpocząć i poczekać do rana. Nadal było pogodnie. Wieczorem wzmógł się bardzo wiatr i rano obudziliśmy się w chmurach. Zwinęliśmy szybko namiot i po śniadanku zaczęliśmy schodzić Wielkim Kuluarem , tym razem już bez raków. Połać śniegu na lodowcu Rousse była mocno nadtopiona. Było dużo cieplej niż gdy wchodziliśmy. Koło kolejki linowej zatrzymały nas dwie burze. Musieliśmy swoje odczekać zanim zjechaliśmy do upragnionego prysznica (15 franków ale naprawdę warto ...).

Pora była wysłać widokówki i rozejrzeć się po okolicznych miasteczkach. Pojechaliśmy jeszcze do Sallanches, gdzie znaleźliśmy Salę Królestwa Świadków Jehowy , ale niestety nie było w ten dzień zebrania, więc tylko pooglądaliśmy sobie ją z zewnątrz. Zaczęliśmy powrót do domu. Na przełęczy gdzie już robiłem zdjęcia wschodu słońca, teraz trafił mi się przepiękny zachód. Potem z naszym niezawodnym, rajdowym kierowcą zjeżdżaliśmy serpentynami do autostrady. Od 20:30 do północy przemierzyliśmy Szwajcarię i kawałek Niemiec. Potem zrobiliśmy sobie przerwę na zasłużony sen, szczególnie dla kierowcy.

Około 8-ej minęliśmy Norymbergę , a przed 13-tą byliśmy już w Polsce. Do domu zajechałem po 18-tej. Przywiozłem mnóstwo jedzenia , którego nie byłem w stanie przejeść. Od razu trochę płatków rozdałem krewnym i znajomym :-)) . Wyjazd był niezwykle udany, tym bardziej , że codziennie nie staje się na dachu Europy.

Info Relacja pochodzi ze strony http://syc.republika.pl i została umieszczona za zgodą autora
Wszystkie zdjęcia są autorstwa Marka Syca i jego własnością. Więcej zdjęć z tej wyprawy w naszej galerii Zdjęcia z Mont Blank

Copyright © 2006 - 2017 http://mojegory.com.pl • Strona głównaPolityka prywatnościGaleria zdjęćForumRelacjeKontaktKanał RSS